Prawo Laffera

O podatkach, bogactwie i wolności

Czy jest coś lepszego od programu Rodzina 500+ ?

Program Rodzina 500+Wszystko wskazuje na to, że program Rodzina 500+ przynosi pierwsze korzystne efekty i rząd z dumą chwali się nim jako swoim wielkim sukcesem. Wprowadziło to nawet pewne zakłopotanie wśród opozycji, która przestała już krytykować sensowność wprowadzenia tego programu. Mało tego, w swoich obietnicach proponuje rozszerzenie jego zakresu na większą liczbę rodzin.

Przy najbliższych wyborach (2019) należy się zatem spodziewać licytacji na wysokość i zakres świadczeń płaconych przez państwo ludziom za posiadanie dzieci.

Dodatkowym sukcesem rządu jest również znalezienie środków na przynajmniej częściowe sfinansowanie programu Rodzina 500+ za sprawą uszczelnienia systemu podatkowego, głównie poprzez ograniczenie "oszukanych" zwrotów VAT. Rodzi to przy okazji pytanie, jakim cudem nie udało się tego dokonać poprzedniemu rządowi, który tak desperacko szukał wpływów budżetowych, że nawet zachachmęcił ludziom oszczędności zgromadzone na OFE i zmusił ludzi do dłuższej pracy, aby zmniejszyć wydatki na emerytury?

W każdym razie, nic nie jest za darmo. Warunkiem powodzenia programu Rodzina 500+ teraz i w przyszłości są środki finansowe, które rząd może uzyskać albo z podatków albo za sprawą większego zadłużenia publicznego, czyli też z podatków, ale nałożonych na przyszłe pokolenia. Nasz dług publiczny ciągle rośnie i dzieci, które rodzą się teraz za 500 zł miesięcznie będą w jakimś stopniu to wszystko spłacały kiedyś w przyszłości, o ile nie stwierdzą, że lepiej jest jednak żyć i płacić podatki w jakimś innym kraju.

Będzie tak również przy kolejnym optymistycznym założeniu, że program Rodzina 500+ zwiększy dzietność Polaków w sposób znaczący, a założenia leżące u podstaw tego programu przewidują zwiększenie wskaźnika dzietności z 1,3 do jedynie 1,6, czyli szału nie będzie. Zastępowalność pokoleń gwarantuje dopiero wskaźnik 2,1 – 2,15.

A zatem, zafundowaliśmy sobie program poprawy dzietności, który niewątpliwie działa, gdyż Polaków zaczyna w końcu rodzić się więcej i zmniejszyła się skala skrajnego ubóstwa. Jednak program ten nie rozwiąże nam raczej całkowicie problemu dzietności i jest przy tym dość kosztowny dla budżetu (pomimo niskich kosztów operacyjnych), a budżet i tak jest już obciążony licznymi wydatkami sztywnymi i nie może funkcjonować bez ciągłego deficytu finansowanego bilansowanego z długu.

Czy w związku z tym, dobrze się stało, że jest ten program czy nie?

Odpowiem na to w ten sposób – i tak i nie.

TAK, ponieważ dobrze się stało, że w tak katastrofalnej sytuacji demograficznej rząd Polski podjął w końcu jakieś kroki i zadbał nawet o to, aby realizacja programu odbywała się w sposób uproszczony i przy zminimalizowanych kosztach operacyjnych. Nadzwyczajne środki finansowe, które akurat pojawiły się w budżecie na ten cel są świetnym prezentem i mogą tylko cieszyć.

NIE, gdyż do takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść i ten aspekt jakoś nie przebija się dyskusjach toczonych na ten temat. Program Rodzina 500+ powinien się kiedyś skończyć.

Dlaczego? Ponieważ państwo nie powinno płacić rodzinom za rodzenie dzieci, podobnie jak nie powinno bezpłatnie zaopatrywać gospodarstw domowych w środki niezbędne do życia, jak np. darmowy chleb, woda, czy leki. Takie wyjątkowe sytuacje są oczywiście dopuszczalne, ale tylko przy jakiś kataklizmach, przy trzęsieniu ziemi, rozległej powodzi itp. Jeśli sytuację demograficzną w Polsce uznamy za jakiś kataklizm, to z tego punktu widzenia wprowadzenie programu Rodzina 500+ wydaje się w jakimś stopniu uzasadnione. Nie rozwiązuje to jednak istoty problemu, który jest źródłem tej sytuacji.

Poza tym, tego rodzaju programy socjalne (różne X+) pogłębiają tylko problem, z którego skutkami walczą, gdyż utrwalają wśród ludzi przekonanie, że bez państwa opiekuńczego nic nie da się już zrobić. Ludzie stają się coraz bardziej uzależnieni od państwa a zacięta licytacja obietnic wyborczych w wykonaniu polityków rujnuje finanse publiczne i szanse rozwoju przyszłych pokoleń. Urzędnicy jeszcze bardziej czują swoją moc, a to zachęca ich do jeszcze większej aktywności i rozbudowy struktur administracyjnych.

W XIX wieku nie było praktycznie żadnych programów socjalnych, a współczynnik urodzeń w Polsce był 2-3 krotnie wyższy niż obecnie, szczególnie wśród rodzin robotniczych, nawet wtedy, gdy rodzina utrzymywała się tylko z pracy męża. To daje dużo do myślenia. Czy w obecnym XXI wieku sytuacja socjalna jest gorsza niż w wieku XIX? Jeśli w XIX wieku sytuacja była gorsza, to dlaczego rodziny decydowały się na posiadanie dużej liczby dzieci? Liczba urodzin była zresztą jeszcze większa, ale stan posiadania ulegał zmniejszeniu z uwagi na wyższą umieralność wśród niemowląt i dzieci. Nie w wyniku jakiegoś głodu czy braku 500+, ale po prostu za sprawą niższego poziomu rozwoju medycyny. 

Jeśli posłuchamy głosów wychodzących od dominujących opcji politycznych naszego kraju (i nie tylko), to każda przekonuje nas, że "coś da" a nawet da więcej niż opcja przeciwna. Jaki to ma wpływ na myślenie o państwie u przeciętnego wyborcy, gdy umysły większości obywateli są podłączone do telewizora? Na pewno mało komu przyjdzie do głowy taka myśl, że jeśliby państwo nic nie musiało nikomu dawać, to będzie lepiej. I problem jest właśnie z powszechnością tych przekonań.

Ja jestem natomiast przekonany do tego, że może być lepiej i większa opiekuńczość państwa nie jest do tego wcale potrzebna. Wręcz odwrotnie. Nie traktujmy samych siebie jak bezradnych niewolników systemu opieki społecznej. Czy tak miał wyglądać XXI wiek?

Co zamiast?

Źródłem problemu jest przede wszystkim gospodarka, która pomimo wysokiej produktywności czynników produkcji (technologia), przybrała taki dziwny charakter, że jako społeczeństwo jesteśmy za mało produktywni i w związku z tym, za mało się bogacimy w stosunku do możliwości.

Ograniczamy się tutaj do takich rodzin, które chcą mieć dzieci, ale nie mogą sobie na nie pozwolić. Są oczywiście inne przyczyny niedecydowania się na posiadanie dzieci, jak np. jakaś spektakularna kariera zawodowa, chęć zwiedzania świata czy generalnie pełne konsumowanie przyjemności współczesnego świata. Przyczyny te wynikają ze stanu naszej cywilizacji i zasługują na odrębne opracowanie, ale ani gospodarka ani żadne 500+ i tak tych przyczyn nie zniwelują.

Jeśli skupimy się na czynnikach niskiej dzietności mających swoje źródło w gospodarce, to sprowadzają się one do dwóch podstawowych przyczyn:

  • Nasza gospodarka posiada zablokowany potencjał.
  • Ten potencjał, który nie jest zablokowany jest marnotrawiony na pracę jałową.

Blokada potencjału gospodarczego polega na tym, że ludzie, którzy mogliby w tej gospodarce zrobić coś nowego, pozostają bezczynni. Mamy za mało rodzimych firm, a wiele istniejących firm mogłoby rozwinąć dalej skrzydła, ale tego nie robi. Jakieś dobra konsumpcyjne mogłyby powstać (nowe bogactwo), a jakieś cenne ręce do pracy mogłyby być lepiej wykorzystane, aby dać większy użytek społeczeństwu i większy zarobek swojej rodzinie. Ale tak się nie dzieje.

Pociąg stoi na torach i czeka, gdyż ktoś zbudował te tory pod górkę, która jest zbyt stroma. A ci, co tą górkę w pocie czoła budowali robili to dla naszego dobra i zostali przez nas do tego nawet wybrani.

Naszą gospodarkę trawi rak biurokracji. Tysiące regulacji, wiele interpretacji przepisów, mnóstwo bzdurnych sprawozdań i skomplikowanych kalkulacji, strach przed rozpoczęciem działalności w biznesie, nie tylko z uwagi na zabójczy ZUS.

Wiele istniejących biznesów polega na obsłudze nieproduktywnych czynności i nie przekłada się na ogólny dobrobyt. Podobnie nadmierna administracja państwowa. Ta pula faktycznych dóbr, która powstaje w obszarach produktywnych jest jednak zbyt mała, aby za pośrednictwem pieniędzy podzielić ją w wystarczającym stopniu na wszystkich. Taka jest nasza rzeczywistość gospodarcza i trzeba ją jak najszybciej zmienić.

Jeśli chcemy odblokować potencjał naszej gospodarki, to musimy znacząco zmniejszyć liczbę regulacji i maksymalnie uprościć ludziom prowadzenie biznesu. Więcej na ten temat napisałem w artykule "Ratunek dla polskiej gospodarki".

Wymaga to jednak zmiany mentalności niewolniczej na mentalność wolnego człowieka. Rzeczywiście może teoretycznie być tak, że duch ludzkiej przedsiębiorczości upadnie już tak nisko, że np. wypiekiem chleba będą zdolne zajmować się tylko państwowe piekarnie i pod ścisłą kontrolą urzędników. Ale tak nisko chyba jeszcze nie upadliśmy. Dzieci też jesteśmy w stanie jeszcze urodzić i wychować bez koniecznej pomocy ze strony państwa.

Zamiast oczekiwać od rządzących większej aktywności w rozwiązywaniu naszych problemów, powinniśmy domagać się przede wszystkim większej swobody dla nas samych, w szczególności dla naszych przedsiębiorców, którzy tworzą bogactwo, nie tylko sobie ale przede wszystkim nam wszystkim. Odblokowanie gospodarki to dużo lepszy pomysł niż pogram 500+. Nie tylko odciąży budżet, ale pozwoli ludziom bogacić się samodzielnie własną pracą, a większa podstawa do opodatkowania zwiększy wpływy budżetowe na inne cele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nawigacja wpisu