Prawo Laffera

O podatkach, bogactwie i wolności

Płaca minimalna a minimum egzystencji

Płaca minimalna a minimum egzystencjiTypowy rozkład przychodów w gospodarstwach domowych można zobrazować za pomocą wykresu słupkowego, którego kształt w większości państw przybiera bardzo podobną postać. Każdy słupek odpowiada określonemu przedziałowi przychodów a wysokość słupka określa procentowy udział liczby przychodów z danego przedziału w sumie wszystkich przychodów. Najwyższy słupek wyznacza nam zatem taki przedział przychodów, do którego "wpada" największa liczba gospodarstw domowych. Wszyscy chcielibyśmy się znaleźć w przedziale znajdującym jak najbardziej na prawo na tym wykresie.

Rozkład przychodów pozwala nam ocenić to, jaki jest rozkład poziomu egzystencji, co zależy oczywiście od siły nabywczej uzyskiwanych przychodów pieniężnych. Zawsze istnieje jakaś wielkość przychodów, która będzie odpowiadać pewnemu minimum egzystencji, czyli takiej ilości dóbr, która pozwoli gospodarstwu domowemu na zaspokojenie pewnych podstawowych potrzeb życiowych, określonych rzecz jasna umownie. Minimum egzystencji zostało oznaczone na wykresie cienką czerwoną linią, a przychody poniżej poziomu egzystencji odpowiadają słupkom czerwonym.

Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, od czego zależy położenie tej czerwonej linii wyznaczającej nam minimum egzystencji i jakie skutki gospodarcze przyniesie tu ustawowe wprowadzenie tzw. płacy minimalnej?

W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że pole powierzchni wykresu (suma wszystkich słupków) odpowiada całkowitej wartości dóbr tworzonych przez gospodarkę (teoretycznie jest to szacowane poprzez PKB), które są następnie jakoś dzielone na wszystkich obywateli, właśnie zgodnie z przedstawionym wykresem. W zależności od tego, jaka jest ta wartość wszystkich dóbr, minimum egzystencji będzie występowało w różnych miejscach na wykresie rozkładu przychodów. Rozkład przychodów gospodarstwa domowego

Jeżeli gospodarka w jakimś państwie jest zbyt mała, tzn. gdy łącznie wytwarza niewiele dóbr, to może się okazać, że nawet przychody mieszczące się w okolicach średnich przychodów nie są w stanie zaspokoić jakiegoś minimum potrzeb, co obrazuje rysunek obok.

Innymi słowy, w powyższym przypadku nie da się podzielić wszystkich dóbr tworzonych w gospodarce w taki sposób, aby starczyło ich w odpowiedniej ilości dla wszystkich.

Jak wspomniałem już wcześniej kształt wykresu rozkładu przychodów jest mniej więcej taki sam we wszystkich państwach. W jednych państwach może jest on bardziej płaski, w innych nieco mniej. Różne mogą być też wielkości statystyczne, takie jak wartość maksymalna (dominanta), wartość średnia oraz wartość środkowa (mediana).

To, co jest tu najważniejsze, to wielkość gospodarki, czyli wartość dóbr przypadająca na głowę mieszkańca (per capita). Wielkość gospodarki, czyli łączna produktywność społeczeństwa decyduje bowiem o tym, jak żyje się przeciętnemu mieszkańcowi danego państwa.

W każdym państwie jest jakaś grupa ludności, która żyje w stanie ubóstwa, czyli poniżej umownego poziomu egzystencji. Generalnie uznaje się takie zjawisko za niepożądane i próbuje się z nim walczyć, chociaż z drugiej strony nie zawsze musi to być konieczne. Jeżeli ktoś jest dajmy na to kompletnym leniem i pomimo zdolności do pracy nie pracuje, to stan ubóstwa jest w takim wypadku zupełnie uzasadniony a nawet wskazany. Nas interesują jednak takie przypadki, gdzie ludzie chcą pracować, chcą się bogacić, podejmują nawet pracę, ale mimo tego nie są w stanie normalnie żyć i myślą np. o emigracji. Mają też do dyspozycji rozwiązanie w postaci płacy minimalnej.

Płaca minimalna, za i przeciw

Czy płaca minimalna rzeczywiście jest czymś dobrym? Wydaje się, że tak, skoro część ludzi może dzięki temu rozwiązaniu kupić więcej dóbr. Aby na pewno? Jest to jednak ingerencja w wolny rynek, a analiza skutków takiej ingerencji w spontanicznie ukształtowany porządek rynku jest bardzo skomplikowana i mało kto jest w stanie to wszystko sobie wyobrazić. Łatwiej wyobrazić sobie skoncentrowane korzyści, niż rozproszone koszty. Spróbujmy jednak przeanalizować sobie kilka możliwych skutków wprowadzenia płacy minimalnej. 

Skoro pewna grupa ludzi zyska więcej dóbr w wyniku wprowadzenia pensji minimalnej, to inna grupa ludzi musi stracić część dóbr, gdyż łączna suma dóbr jest przecież stała. Prześledźmy to dokładniej, kto konkretnie straci.

  1. Pracodawca będzie musiał podnieść ceny sprzedawanych dóbr, co może zmniejszyć popyt, czyli wielkość sprzedaży i tym samym zysk firmy. Część pracodawców być może podzieli się swoim zyskiem, ale inne firmy, działające w tym momencie na granicy opłacalności upadną i wszyscy stracą pracę. Nie tylko część pracowników straci całe swoje pensje, ale gospodarka straci dobra, które dostarczała ta firma przed swoim bankructwem. Tym samym pula dóbr do podziału (suma słupków) zmniejszy się.
  2. Nawet gdy poziom sprzedaży nie zmniejszy się za sprawą wyższych cen i konsumenci kupią tyle samo produktów co wcześniej, ale po wyższych cenach, to zabraknie tym konsumentom w portfelu pieniędzy na zakup czegoś innego, co zmniejszy zyskowność innych firm. Rezultat będzie analogiczny, jak w p.1, przy czym trudniej będzie dociec tego przyczyny.

Skala powyższych zjawisk będzie tym bardziej znacząca, im większa będzie wielkość pensji minimalnej, a mówiąc ściślej, im więcej pensji będzie musiała być "skorygowana" w górę za sprawą takiej ustawowej ingerencji. W krajach z dobrze rozwiniętą gospodarką, wprowadzenie płacy minimalnej nie musi mieć jakiś specjalnie złych konsekwencji, gdyż nawet najniższe pensje ustalone wolnorynkowo zapewniają w miarę godziwy poziom życia (wielkość wszystkich dóbr do podziału jest w miarę wystarczająca dla wszystkich). W Polsce, gdzie gospodarka wytwarza jeszcze zbyt mało dóbr na głowę mieszkańca w porównaniu z gospodarkami krajów Europy zachodniej, płaca minimalna nie stanowi moim zdaniem jakiegoś dużego problemu i nie ma znaczącego wpływu na poziom bezrobocia, chociaż jakiś wpływ zapewne ma (z drugiej strony jest najwyższa w stosunku do średniej płacy wśród krajów byłego bloku wschodniego). Problemem Polski jest przede wszystkim zbyt mała gospodarka, w tym duże bezrobocie, czego przyczyną są innego rodzaju ograniczenia, niż płaca minimalna. Problem natomiast na pewno powstanie, gdyby wdrożyć w życie absurdalny pomysł płacy minimalnej o wysokości wspólnej dla wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej.

Rozkład przychodow przy płacy minimalnejW przypadku wprowadzenia płacy minimalnej, rozkład przychodów zmieni oczywiście swój kształt i będzie wyglądał, jak na wykresie obok. Zarobki, które normalnie znajdowałyby się poniżej płacy minimalnej zostaną zepchnięte niejako do poziomu płacy minimalnej, co oznacza znaczący wzrost udziału najniższej płacy w stosunku do zarobków nieco wyższych.

 

Zwolennicy zwiększenia płacy minimalnej mają jednak pewien argument, który wart jest omówienia. Zgodnie z tą argumentacją podniesienie minimalnych wynagrodzeń za pracę nie musi zmniejszyć gospodarki, a nawet może zwiększyć ogólną pulę dóbr do podziału. A jakim cudem?

Większa pensja zwiększa popyt

Czyli gdy pracownik dostanie większą pensję, to kupi więcej dóbr. A kto te dobra wyprodukuje, skoro zgodnie z poprzednim uzasadnieniem część firm może upaść lub ograniczyć sprzedaż? Te nowe dobra wyprodukują pracownicy w tych firmach, które zatrudnią ludzi właśnie za sprawą wzrostu popytu spowodowanego większymi wynagrodzeniami. Innymi słowy zbankrutują tylko niektóre firmy (w tym chciwi pracodawcy), a w ich miejsce powstaną inne firmy. Dzięki interwencjonistycznej polityce państwa, na "wolnym" rynku ukształtuje się po prostu nieco inny rynek pracy, bardziej "proludzki". Dodatkowym atutem wymuszenia wyższych pensji będzie ponadto większa motywacja do pracy, a co za tym idzie, większa wydajność pracy i potencjanie większa produktywność (więcej dóbr).

Zjawiska gospodarcze opisane w powyższej argumentacji mają sens i zapewne w pewnym stopniu będą miały miejsce. Pytanie tylko, czy zdołają zrekompensować straty związane z ingerencją w rynek? Wg mnie nie zdołają. Pamiętajmy bowiem, że bez ustawowej płacy minimalnej część ludzi znajduje jednak zatrudnienie tylko dlatego, że godzi się na niskie zarobki. Nie dlatego, że pracodawca jest zbyt chciwy (choć takie sytuacje też mają miejsce), ale dlatego, że tak się pracodawcy opłaca a zatrudniany pracownik się na to godzi (umowa dobrowolna). Gdyby pracodawcy nie będzie się to opłacać, to zrezygnuje z części etatów. Będzie to szczególnie niekorzystne dla młodych pracowników, bez doświadczenia zawodowego, dla których każda praca, nawet mało płatna, pozwoli na zdobycie kwalifikacji, na rozwój, akumulację kapitału i być może na założenie własnej firmy (nowe dobra rynkowe), która zatrudni jeszcze innych ludzi. Płaca minimalna skazuje tą grupę pracowników na przymusowe bezrobocie, a innym przynajmniej opóźnia moment wejścia na rynek pracy, co zmniejsza ogólną produktywność społeczeństwa (mniej dóbr).

Biorąc pod uwagę ponadto bardzo powszechne w naszym kraju zjawisko szarej strefy, które w dużej mierze wynika z wysokich kosztów pracy, istnienie płacy minimalnej jeszcze bardziej pogłębia to zjawisko, gdyż koszty pracy, w tym tzw. klin podatkowy są w naszym kraju pochodną pensji.

Produktywność

Nikt spośród przeciwników płacy minimalnych nie twierdzi, że wynagrodzenie za pracę poniżej ustawowego minimum pozwala na normalną egzystencję na miarę XXI wieku w Polsce, w kraju europejskim zamieszkiwanym przez w miarę przedsiębiorczych i wykształconych ludzi. Nawet dwukrotne podniesienie płacy minimalnej może wydawać się być czymś poniżej naszych oczekiwań. Wysoka emigracja zarobkowa potwierdza to, że w Polsce żyje się trudno, szczególnie młodym ludziom wchodzącym na rynek pracy. Nie da się tego problemu jednak rozwiązać poprzez tworzenie kolejnych regulacji i bardziej aktywne zaangażowanie państwa w procesy gospodarcze. Niestety większość ekonomistów i polityków nie jest w stanie sobie wyobrazić innych rozwiązań, dlatego sytuacja praktycznie się nie zmienia.

Ostatnie 300 lat naszej historii udowodniło, że nic bardziej nie podniosło poziomu życia ludzi na świecie, jak wykorzystanie ludzkiej przedsiębiorczości i chęci do bogacenia się własną pracą poprzez wolny rynek, gdzie rządzi uczciwa konkurencja, ochrona własności prywatnej i minimalna ilość regulacji. Nasze bogactwo jest z jednej strony nagrodą za naszą własną pracę, ale z drugiej strony jest nagrodą przede wszystkim za zaspokojenie potrzeb innych, poprzez swobodną wymianę dóbr. Im więcej tych dóbr, czyli w im większym stopniu będziemy się nimi wymieniali, tym większa będzie pula dóbr do podziału.

Innymi słowy, jeżeli szukamy sposobów na poprawę poziomu naszej egzystencji i zmniejszenie obszarów ubóstwa, to powinniśmy się skoncentrować na podniesieniu naszej produktywności, czyli na zwiększeniu zdolności naszej gospodarki do wytwarzania dóbr rynkowych.

Ktoś może powiedzieć, że głównymi beneficjentami tej wymiany dóbr są głównie bogacze, dla których pracują pracownicy najemni. Zatrudniani pracownicy mają istotny wkład w tworzeniu dóbr na wymianę, ale z uwagi na ustaloną przez pracodawcę w drodze negocjacji wysokość pensji (zbyt małą), pracownicy najemni mają ograniczony udział w tej wymianie.

Jednak zamiast ustawowego poprawiania pozycji negocjacyjnej pracownika w całym tym łańcuchu pokarmowym, lepiej by było, gdyby ta pozycja została poprawiona w sposób rynkowy. Nie byłoby wtedy opisanych wcześniej efektów ubocznych, które pogarszają pozycję negocjacyjną wszystkich stron dobrowolnej umowy.

Żeby poziom wynagrodzeń został podniesiony za pomocą mechanizmów rynkowych, popyt na pracę musiałby w jakiś sposób wzrosnąć w stosunku do podaży rąk do pracy. Na rynku musiałoby po prostu powstać więcej firm, więcej dóbr i tu należałoby szukać rozwiązań.

Zbędna polityka państwa

Niestety warunki prowadzenia firm w Polsce są tragiczne z uwagi na dwie główne przyczyny.

Po pierwsze mamy nadmiar regulacji gospodarczych, głównie branżowych, produktowych, pracowniczych, czy ekologicznych. Żeby założyć lub rozwijać firmę, przedsiębiorca musi mieć "chęć" i zdolność do pokonania tych wszystkich barier, barier, których źródłem jest nasze państwo.

Po drugie, warunkiem rozwoju gospodarki jest akumulacja kapitału, która w Polsce jest bardzo niska. Nie tyle u przedsiębiorców, co u tych, którzy przedsiębiorcami mogliby zostać lub właśnie zdecydowali się na własną działalność gospodarczą. Wynika to głównie z wysokich podatków, składek ZUS i generalnie z drenażu przez państwo naszych portfeli na każdym kroku. Pogłębia to jeszcze bardziej polityka niskich stóp procentowych, która zniechęca do oszczędzania w celu akumulacji kapitału. Polityka państwa skoncentrowana jest na wspieranie kredytowania, ale odbywa się to kosztem opłacalności oszczędzania, a wiadomo, że małej firmie trudniej uzyskać kredyt niż firmie dużej i sprawdzonej. Oczywiście kredyty też są ważnym instrumentem pozyskiwania kapitału, ale nie na każdym etapie rozwoju firmy.

Różne formy wspierania przez państwo małych firm, inkubatory przedsiębiorczości, programy wspierania innowacyjności itp. nie dają gwarancji optymalnej alokacji środków, gdyż "przedsiębiorca urzędowy" raczej podejmuje gorsze decyzje niż przedsiębiorca normalny, chociażby z tego powodu, że nie ryzykuje własnymi pieniędzmi. Mało tego, robi to za pieniądze zabrane z rynku, pomniejszając tym samym poziom swobodnej wymiany dóbr. Aktywna polityka gospodarcza państwa ("przedsiębiorców z urzędu") zawsze powoduje, że jako społeczeństwo działamy mniej produktywnie, czyli wytwarzamy mniej dóbr rynkowych i bardziej marnotrawimy swoją energię oraz zasoby.

Powstanie takiej potęgi gospodarczej, jak np. USA w XIX i XX wieku, nie wynikało z tego, że napływał tam kapitał zagraniczny, a rząd tworzył jakieś specjalne programy rozwoju przedsiębiorczości. Źródłem sukcesu tego kraju był właśnie brak aktywności rządu w gospodarce w połączeniu z daniem pełnej swobody bogacenia się wszystkim, bez określania jakiś granic bogactwa. Czyli nieograniczona akumulacja kapitału. Wyrastające fortuny różnych bogaczy i brak płacy minimalnej nie przeszkadzały jakoś napływowi nowych imigrantów, również z Europy. Odwrotnego kierunku migracji raczej nie zanotowano. Tzw. wielki kryzys, który przedstawiany jest często jako przykład tego, do czego prowadzi taka wolna gospodarka rynkowa, pojawił się w czasie, gdy ingerencja rządu w system gospodarczy była wyjątkowo wysoka (jak na warunki panujące w USA).
Polecam tu ciekawą analizę: Kryzys 1929-33, czyli największy przekręt w historii świata.

Zniesienie płacy minimalnej

Wg zwolenników płacy minimalnej, rząd powinien zapewnić godziwe warunki życia najuboższym. Jasne, chyba wszyscy jesteśmy za tym, żeby najuboższym się polepszyło i żeby było ich w sumie jak najmniej. Przeciwnicy płacy minimalnej też przecież tego chcą. Płaca minimalna jest jednak rozwiązaniem, które jednym może rzeczywiście nieco polepszyć byt, ale jednocześnie skazuje innych na bezrobocie a jeszcze innych na dalsze szukanie pracy i w konsekwencji na wykluczenie społeczne.

W Polsce płacę minimalną otrzymuje niecałe 5% zatrudnionych, tzn. zatrudnionych legalnie. Czyli dużo mniej niż wynosi stopa bezrobocia. Gdyby nagle teraz znieść płacę minimalną, to dla powiedzmy 4% zatrudnionych oznaczałoby to pogorszenie sytuacji materialnej i być może niestety nawet rezygnację z pracy i emigrację. Z drugiej strony, dla innych osób wzrosłaby szansa uzyskania pracy niskopłatnej, co poprawiłoby sytuację materialną wielu osób pozostających dotąd bez pracy. Mogliby oni zająć miejsca tych pracowników, którzy zwolnili się z pracy po obniżeniu wynagrodzenia, ale również mogliby zająć nowe miejsca pracy, które powstaną tam, gdzie do tej pory powstać nie mogły z uwagi na zbyt duże koszty pracy z punktu widzenia pracodawcy. Właśnie ta ostatnia możliwość jest zyskiem, jaki gospodarka odnotuje po zniesieniu płacy minimalnej. Mimo wszystko więcej ludzi będzie wykonywać jakąś pracę, co oznacza wzrost ogólnego dobrobytu, szczególnie dla tych, którzy do tej pory pracy nie mieli. Wystarczy, że część ludzi chociaż zacznie pracować i zdobędzie jakieś kwalifikacje, za które może będzie skłonny zapłacić w przyszłości jakiś inny pracodawca lub klient założonej firmy.

Ale czy minimalny poziom egzystencji od tego wzrośnie? Wg powyższej analizy w zasadzie tak. Ogólny wzrost ilości dóbr przy niezmienionej bazie monetarnej oznacza, że wzrośnie siła nabywcza naszych pieniędzy. Ci, którzy stracili nieco w wyniku zniesienia płacy minimalnej mogą w tej nowej sytuacji zaobserwować, że za swoją nową niższą pensję kupią tyle samo, co wcześniej.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, zniesienie płacy minimalnej nie poprawi w sposób istotny aktualnej sytuacji gospodarczej i nie poprawi znacząco stopy życiowej obywateli. Zmieni zapewne, w sumie na lekki plus, rozkład niedostatku, króry i tak dotyka dużo większą cześć naszego społeczeństwa, żeby nie powiedzieć większość. Głównych przyczyn tego stanu trzeba szukać gdzie indziej, co również starałem się w niniejszym artykule wyjaśnić.

Komentarz do: “Płaca minimalna a minimum egzystencji

  1. Chylę czoła przed dogłębnością przedstawionej analizy.

    Amerykanie mają takie przysłowie: "przypływ podnosi wszystkie łodzie". To znaczy, że jedynym sposobem poprawy sytuacji materialnej ludzi ubogich, jest szybszy rozwój gospodarczy. Wszelkie "pomaganie" ubogim przez bezpośrednie rozdawnictwo, hamuje rozwój gospodarczy, więc w efekcie szkodzi ubogim. Niestety rządzący (nie tylko w Polsce, także w krajach UE a nawet, o zgrozo, w Ameryce) tego nie rozumieją i fundują nam socjalizm i etatyzm, który skutecznie utrudnia rozwój gospodarczy. Jedyna nadzieja w tym, że od czasu do czasu pojawiają się na świecie prawdziwi mężowie stanu, którzy nie dają się zakrzyczeć lewicowym ideologom i sprawiają, że rządzone przez nich kraje dokonują cywilizacyjnego i gospodarczego skoku. Tak było w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, USA Ronalda Reagana, a nawet w Słowacji Mikulasa Dzurindy. Czy ktoś taki pojawi się w Polsce? Czy jesteśmy skazani na bezideowych krętaczy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nawigacja wpisu